czwartek, 5 marca 2009

środa to taka mała sobota

a jednak, jednak tak właśnie jest:)

randka na Skypie z ukochnymi mymi dziewczętami nie mogła się odbyć bez picia

a tematy jakie obrałyśmy nie mogły się ostać na jednym...

o nie.....

strzeliłam butelkę chilijskiego czerwonego, a że przednie było więc miałam dziś kacorka

kacor nie kacor bo niby nie tak źle a jednak kurwa średnio

dzień umilała mi przyjaciółka z pracy-Ana

Ana widzicie ma taka przypadłość że puszcza bąki

niby każdy puszcza

ale Ana puszcza głośne, śmierdzące i niekontrolowane :)

ostatnio mąż posądził ją o pożarcie zdechłego psa :)

kocham ją całym sercem jednakże cieszy mnie że ona kołomnie nie siedzi :)

a oto i bohaterka anegdoty, moja czarna miłość

Ana Pires we własnej osobie:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz